Nasz wieloletni bankowy klient co roku szykuje dla pracowników niezwykłą świąteczną „kartkę”. To realizowane z fantazją i rozmachem kilkuminutowe filmy, w których zarząd wciela się z humorem i niespotykanym luzem w nietypowe role. Była już świąteczna wersja Jamesa Bonda, pełne wygłupów szykowanie wigilijnej kolacji. Ale w tym roku miało być inaczej…

Zarząd nie miał czasu bawić się w film, zgodził się co najwyżej nagrać głos z życzeniami. I co z tym zrobić? Zostaliśmy wezwani na ratunek jak prawdziwi Ghostbusters.

Już na pierwszym spotkaniu przyszedł nam do głowy trafiony pomysł. Animowany teledysk. Postaci będące kolażem zdjęć twarzy i narysowanych korpusów. Twarze zarządu mamy przecież z licznych zdjęć, a narysować możemy wszystko. Od ręki powstaje szkic scenariusza: zarząd to zespół próbujący zagrać świąteczny song – z mizernym skutkiem. Próbę przerywają wzajemne docinki i mobilizujące apele. Z pomocą przychodzi więc święty Mikołaja (pracownik banku). Dalej idzie już gładko. Song kończy się krótkimi, spontanicznie wykrzyczanymi życzeniami.
Jaką piosenkę wybrać? Dodatkowe zadanie polega na tym, że do znanej melodii zarząd wyśpiewuje polski tekst –świąteczny, ale związany z realiami bankowymi! Początkowo myślimy nad „Christmas is all around” – hitem z filmu „To właśnie miłość”, jednak po kliku dniach dyskusji z banku przychodzi prośba o dobór innej ścieżki dźwiękowej. Pada wiele propozycji: od Deana Martina „Let it snow” przez Mariah Carey „All I want for Christmas is you” po Wham! i „Last Christmas”. Ostatecznie wybór pada na klasyk „Santa Claus is coming to town”.

 

Kto będzie kontrabasem?

Pracujemy nad szczegółowym scenariuszem. Klient przygotowuje dla nas brief do dialogów poprzedzających piosenkę: pasje, zainteresowania, gusta muzyczne członków zarządu, a nawet drobne dziwactwa mogą być wdzięcznym materiałem dla naszego scenarzysty Krzyśka. Krzysiek będzie również autorem słów piosenki, proszę więc klienta o skrótową listę pojęć i haseł wiązanych z ważnymi wydarzeniami mijającego roku. Błyskawicznie przygotowany tekst trafia w dziesiątkę. Nie ma poprawek!
Nieco dłużej powstają dialogi – mają trwać około minuty, by nie znudzić widza, być żywiołowe, celne, a zarazem nie mogą nikogo urazić. Trochę czasu zajmuje też przypisanie zespołowi instrumentów. Jedna osoba prywatnie gra na gitarze elektrycznej, inni mają sprecyzowane i znane powszechnie gusta muzyczne, więc nie jest to sprawa losowa. Ale w końcu UFF! Po wszystkim.
Teraz uwagę trzeba skoncentrować na organizacji produkcji. Czas pędzi, wiele procesów musi się toczyć jednocześnie.

 

Rysujemy, aranżujemy, nagrywamy

Znany kompozytor Tomasz Lubert, znajomy Krzyśka, zgodził się zaaranżować piosenkę. Nagrywa kilkanaście ścieżek z różnymi instrumentami – na bogato. Później zostaną zmiksowane i razem z dogranym wokalem poddane masteringowi. Tomasz nagrywa też soczyste gitarowe rockowe solo, potrzebne do części dialogowej.
W tym samym czasie Audowa rysowniczka Magda pracuje nad storyboardem i charakterem postaci. Wybór jednej z dwóch proponowanych linii rysunkowych jest prosty, ale praca nad szczegółami już nie. Po stronie klienta opinie wydaje kilka osób, które trzeba zadowolić. Najwięcej uwagi i emocji wzbudzają proporcje sfotografowanych głów i rysowanych ciał oraz obranie perspektywy – Euklidesowej a może hieratycznej? Ale przecież nikt z zarządu nie może być większy, a więc ważniejszy od pozostałych. Dalej stroje i fryzury. Ale Magda to rysunkowy weteran, zaprawiony w bojach jak Rocky Balboa. Rysuje więc kolejne postaci z szybkością ciosów wyprowadzanych przez boksera, by nareszcie wizja się rozjaśniła. To bardzo ważne – uprzedzamy klienta od początku, że na pewnym etapie prac nanoszenie poprawek na rysunki poddawane animacji jest już niemożliwe bez dodatkowych kosztów i większej ilości czasu.

 

Dyrektor na wokalu

Nasz firmowy spec od animacji Sebastian na razie może zbierać jednak tylko siły. Wie, że czekają go nieprzespane noce, bo wystartuje dopiero, gdy nagranie będzie gotowe, a Magda narysuje wszystkie potrzebne do zanimowania sekwencje zgodnie z zatwierdzonym storyboardem. W teledysku animacja powstaje bowiem do gotowej ścieżki muzycznej – w przeciwieństwie do reklamy, gdzie to muzyka ilustruje obraz.
Strona bankowa też nie próżnuje. Jedna z pań z działu komunikacji śpiewa w firmowym chórze, co pomaga znaleźć głównego wokalistę wcielającego się w świętego Mikołaja. Jest utalentowanym śpiewakiem i pełni w banku ważną dyrektorską funkcję poza Warszawą. I tu zaczynają się schody. Ma tak mało czasu, że najchętniej nagrywałby w swojej lokalizacji. Próbujemy i to zorganizować, ale koszty okazują się zbyt wysokie, a logistyka – bardzo ryzykowna. Udaje nam się namówić śpiewającego dyrektora na przyjazd do warszawskiego studia. Wokalista prosi jednak wcześniej o taśmę amatorską z podkładem do ćwiczeń i sprawdzenia się. Na szczęście w tym samym czasie Tomasz Lubert kończy aranżację i może taką taśmę przygotować.

 

Mikrofon Dody

Nagranie odbywa się w kameralnym studiu na terenie dawnej Wytwórni Filmów „Czołówka”. Oprócz dyrektora trzy panie z banku, w tym nasza bezpośrednia zleceniodawczyni, śpiewają w chórkach. Wokalista korzysta z tego samego mikrofonu, co Doda (to małe studio jest jej ulubionym miejscem pracy) i świetnie śpiewa. Krzysztof i realizator dźwięku Bartek są pod wrażeniem. Nie trzeba będzie komputerowo korygować nieczystości i podciągać niektórych dźwięków, co powszechnie robią gwiazdy. Pozostaje zmiksowanie i mastering, i będziemy mogli zacząć montaż. Jeszcze tylko Krzysiek nagra głosy całego zarządu do części dialogowej.
Wydawało się, że to ostatnie to bułka z masłem. Nikt jednak nie przewidział, że zarząd jest tak zajęty. Umówienie wszystkich w jednym miejscu jest niemożliwe. Nagrania powstają więc podczas trzech zaimprowizowanych sesji w banku. Następnie zostają dźwiękowo ujednolicone i poddane masteringowi, żeby przyjemnie się ich słuchało. A więc mamy komplet.

 

Lepsze głowy z Monty Pythona

Sebastian pracuje bez wytchnienia niemal dzień i noc. Cztery minuty filmu animowanego to mnóstwo pracy! Na gorąco pojawiają się też pomysły na detale, nieuwzględnione w storyboardzie. Instrumenty mają naprawdę grać, struny gitar drżeć, klawisze pianina pracować. Magda dorysowuje nowe sekwencje, a zespół Aude spiera się artystycznie. Twarz świętego Mikołaja z wielką sztuczną brodą łatwo zanimować tak, by imitowała śpiew, a co z pozostałymi? Twarze zarządu miały być nieruchome, ale wygląda to fatalnie, gdy mówią, nie ruszając ustami. Jak zanimować zdjęcia, żeby „mówiły”? Sebastian wpada na pomysł po obejrzeniu starych animacji Monty Pythona. Mamy efekt po bandzie. Śmieszny, ale czy zarząd go przyjmie? Nie obrażą się, nie uznają, że zostali zeszpeceni? To topowi finansiści, poważni ludzie. Żarliwie przekonujemy się nawzajem w agencji. Znajduję kompromis. Proszę Sebastiana o próbki animacji z podłożonym głosem. Głowa a la Monty Python z ruszającymi się ustami kontra głowa, która cała się rusza i drży, ale usta ma nieruchome. Wysyłam do klienta. Poddam się wyrokowi z pokorą, choć sam jestem za pomysłem po bandzie. I ono niewielką przewagą głosów wygrywa. Cały weekend Sebastian pracuje, a w poniedziałek rano, 17 grudnia, film można pokazać zarządowi. Mamy małą wpadkę, bo Krzysztof męczony o zdynamizowanie dialogu, wyciął wypowiedź prezesa, a Sebastian nie zanimował jej w odpowiednim miejscu. Nasza zleceniodawczyni dostaje palpitacji serca, na szczęście w ciągu kilku godzin błąd naprawiamy. Prezes mówi i rusza się, kiedy trzeba.
Film zostaje pokazany zarządowi. Zarząd podobno się śmieje.