Dziecko zaprzyjaźnionego z naszą agencją rysownika zapytane w przedszkolu: „Co twój tata robi w pracy?”, odpowiedziało bez whania: „Tata? Nic nie robi! Cały dzień tylko rysuje!”. Ciekawe, jak postrzegają pracę swoich rodziców dzieci grafików z zespołu AUDE?

Spytałam o to Marcina Rutkowskiego, dyrektora kreatywnego AUDE, oraz Joasię Korolewską i Agnieszkę Kowalską, graficzki. To między innymi spod ich ręki wychodzą makiety gazet, plakatów i ulotek zamawianych przez naszych klientów. Czy dzieci Marcina, Asi i Agnieszki wiedzą, co robią ich rodzice w pracy? Czy daleko padło jabłko od jabłoni?

Grunt to perspektywa

Mniejsza o to, jak daleko to jabłko padło, ważne by miało właściwy kolor i prawidłową perspektywę – tego pilnuje Agnieszka Kowalska, kiedy jej dzieci – Iga (7 lat) i Antek (10 lat) – przygotowują do szkoły prace domowe w formie plakatu, prezentacji czy makiety.
– Wszystko jedno, czy jest to prezentacja o dinozaurach, czy drzewo genealogiczne Piastów, ma być przemyślane i z rozmachem. Po co na małej kartce, skoro można na dużej? – Agnieszka wyjaśnia sposób myślenia, który stara się przekazać dzieciom. Widzi, że to już jest dla nich naturalny wybór – coraz częściej same, bez podpowiedzi mamy, sięgają po większy karton, kombinują z materiałami, chcą zrobić coś więcej, a nie po linii najmniejszego oporu. Pytają, jak narysować przedmiot, aby nie wyglądał na płaski. Wiedzą, że można coś pokazać w taki sposób, by przyciągnąć uwagę widza, że forma ma znaczenie. Antek dumny jak paw opowiada, że kiedy zrobił makietę domu ekologicznego, to jedyny w klasie dostał 6. W dodatku makietę wykonał samodzielnie, a pozostałe dzieci w parach. A Agnieszka przypomina, że zanim tę makietę zrobił, bardzo długo zbierał materiały. To przecież wypisz wymaluj praca grafika od podstaw 🙂

Mama grafik jest pożyteczna

Agnieszka się śmieje, że wobec dzieci pełni funkcję czysto utylitarną: – One dobrze wiedzą, że jak trzeba coś narysować, zaprojektować, to im w tym pomogę i wyjdzie super. Nigdy nie wykonuję pracy za nich, ale podaję wskazówki, doradzam, więc ze wszystkimi tego typu zadaniami zwracają się do mnie. Ale poza tym moja praca nie wydaje im się ekscytująca. Siedzę przy komputerze i coś tam robię, nie do końca wiadomo co. Czasem spojrzą na zaprojektowaną przeze mnie gazetę i kiwną głową: “Aha, no tak, fajne”. I tyle! – kwituje Agnieszka. Dla nich sytuacja, że mama potrafi wykonać różne plastyczne prace, a w domu jest dużo książek z pięknymi ilustracjami, to stan naturalny. Może dzięki temu Antek na ścianie wiesza infografiki zamiast plakatu piłkarza… Częściej rysuje Iga, która ma fajną kreskę, ale poza zabawą w Paint’cie, niespecjalnie ją ciekawi, do czego mamie służy komputer.

Szkoda, że nie jestem strażakiem

Asia przytakuje, że dla jej dzieci – Kariny (7 lat) i Tomka (9 lat) – jej praca też nie jest niczym nadzwyczajnym, a już na pewno nie jest czymś, czym się chwalą. – Co innego gdybym była pielęgniarką, policjantką albo lekarzem, a nawet strażakiem! Wiadomo przynajmniej, co robią i po co są takie zawody. A taki grafik? – śmieje się. – Żadnych konkretów. Takie nie wiadomo co.
Jednak geny robią swoje. Karina od pewnego czasu projektuje… książeczki (!)
– Robi to, co ja w pracy, tylko analogowo – opowiada Asia. – Kiedyś tylko rysowała, i to dużo, ale teraz pisze opowiadania i je ilustruje. Łączy te elementy, układa w całość. To zabawne, ale w jej wieku robiłam coś podobnego. Kiedyś mój tata przywiózł ze Szwecji kolorowe magazyny wnętrzarskie. U nas wtedy takich czasopism nie było. Powycinałam ilustracje z meblami, które mi się podobały, i powklejałam do zeszytu, układając je po swojemu – wspomina Asia. Nie śniło jej się wtedy, że właściwie na tym będzie polegać jej praca. Może Karina też kiedyś będzie z sentymentem wspominać swoje pierwsze ilustrowane książeczki? – Byłaby dobra w tworzeniu projektów do prezentacji – śmieje się Asia – bo zaczyna, zrobi kilka stron i odkłada, a następny projekt jest już na zupełnie inny temat.

Moja córka jest lepsza ode mnie

– Może wcale nie zostałam grafikiem z przypadku… – zastanawia się Asia i dodaje: – Choć zawsze mi się wydawało, że to był przypadek. Gdy po liceum zastanawiałam się, co chcę robić w życiu, nie byłam pewna, jaką szkołę wybrać. O tym, żeby być grafikiem, nawet mi przez myśl nie przeszło. Podczas zupełnie przypadkowej rozmowy pewna dziewczyna z takim entuzjazmem opowiadała o szkole grafiki komputerowej, że postanowiłam spróbować… I nagle okazało się, że robię coś, co lubię i to mi pasuje… Dopiero później uświadomiłam sobie, że już jako dziecko lubiłam bawić się w projektowanie. Gdy teraz obserwuję Karinę, widzę siebie w jej wieku, tylko że ona lepiej rysuje – kwituje Asia. A co na to Karina? Zapytana, kim chciałaby być, kiedy będzie już duża, odpowiada bez wahania: pisarką! Za to Tomkowi, bardziej niż gazety i książki podobają się kolorowe ulotki i gadżety robione dla klientów AUDE. Czasem po szkole spędza czas u mamy w pracy i z zaciekawieniem przygląda się projektom.
Asia pokazała synowi, na czym polega praca w ilustratorze i projektowanie, ale jak na razie jej praca dla Kariny i Tomka to wciąż abstrakcja. – Nie ma się co dziwić, skoro nawet dorośli spoza branży nie bardzo potrafią wyobrazić sobie, co ja właściwie robię. Widzę to po minach, gdy ktoś z dalszej rodziny pyta mnie o mój zawód, a ja tłumaczę, tłumaczę… – podsumowuje Asia.

Tata, ale ty masz fajną pracę!

Z pewnością mniej abstrakcyjna, a nawet bardzo realna wydaje się praca Marcina jego córkom – Zosi (7 lat) i Marysi (10 lat). – Dziewczynki, kiedy są u nas w pracy, częściej widzą mnie przy komputerze niż przy materiałach do rysowania – mówi Marcin. – A kiedy już rysuję, słyszę, jak mówią: “Tata, ale ty masz fajną pracę!”.
Czasem pytają, jak to się dzieje, że zdjęcie wyglądało tak, a teraz zupełnie inaczej. Ciekawi je, jak bardzo można przetwarzać obrazek, i że powstaje coś zupełnie innego. Obie korzystają ze współczesnych technologii tak swobodnie jak my kiedyś z kredek, choćby z aplikacji do robienia filmików telefonem. Idzie im to lepiej niż niejednemu dorosłemu…
– Ale kiedy zamiast szaleć z nimi na hulajnodze, siedzę 10 godzinę nad ważnym projektem i nie widzę świata wokół, to już uważają, że to, co robię, nie jest takie fajne – opowiada Marcin. – Komputer kojarzy im się więc z czymś, co odciąga tatę od rodzinnego życia. Czasem mnie przedrzeźniają, potrafią mistrzowsko naśladować miny, jakie robię, kiedy jestem skupiony. Pokazują moje emocje, no i zmęczenie… choć nie potrafią tego nazwać. Bo i jak nazwać cały ten wysiłek wielogodzinnego tworzenia nowego projektu?

Magia tworzenia jest nagrodą

Dzieci widzą też radość z efektu, satysfakcję, że udało się stworzyć coś niepowtarzalnego. Jest w tym ciężka praca, ale i magia.
– Taka, jaką ja chłonąłem, gdy jako dzieciak przyglądałem się pracy mojego nieżyjącego już taty Henryka Rutkowskiego – dodaje Marcin. – Był tancerzem i choreografem, związanym m.in. z Teatrem Wielkim i nieistniejącą już operetką w Warszawie. Wtedy operetka zajmowała przedwojenny budynek dzisiejszego Teatru “Roma”. Lubiłem przebywać za kulisami i obserwować świat niedostępny dla zwykłego śmiertelnika. Mogłem zajrzeć tam, dokąd nie sięgał wzrok nawet widzów z pierwszego rzędu. Gdy się wzrasta w takiej twórczej atmosferze, w otoczeniu sztuki w każdym jej przejawie – nie tylko obserwując piękny efekt, lecz także pracę wkładaną w tworzenie – zyskuje się wrażliwość estetyczną.

Być może za 20 lat audowe graficiątka wspomną na jakimś blogu – czy co tam wtedy będzie modne – jak w pracy u mamy czy taty oglądali fajne kolorowe projekty i chłonęli twórczą atmosferę. Ten kapitał intelektualny na pewno wpłynie na ich przyszłe życie.