Teraz wszyscy prowadzą blogi, a nie dzienniki, ale ponieważ redaktor nie ma czasu na regularne, publiczne pisanie czegoś, co nie ma nieprzekraczalnego deadline’u, prowadzi dziennik, którego nikt nie widzi…

Poza fragmentami, które dał nam na wyłączność:) Dziennik jest pisany w trzeciej osobie, bo tak doradził redaktorowi psycholog, gdy redaktor po raz trzeci w kwartale przeszedł lekkie załamanie nerwowe.

Środa, grudzień 2017

Z życia redaktora Idealnego…

Godzina 7.00

Budzi się zanim zadzwoni budzik, wyspany i świeży jak krokusik na wiosnę. Z przyjemnością myśli o dniu pełnym kreatywnej pracy w agencji, do której uda się niespiesznie za półtorej godziny. Wszystko ma ładnie zaplanowane, zacznie od sprawdzenia w mailach, jakie teksty przyszły od autorów zewnętrznych, zredaguje je, poszuka zdjęć i spokojnie omówi z grafikiem, jak powinien wyglądać layout bardzo pilnego projektu dla nowego klienta i plakatu dla stałego klienta.

Tymczasem w domu redaktora Prawdziwego…

Godzina 7.00

Dzwoni budzik. Po 3 minutach głośnego buczenia wyłącza się.

Godzina 7.15

Dzwoni budzik w komórce… niestety ma funkcję „drzemki”, z której redaktor korzysta, lecz zapada nie w drzemkę, a w kamienny sen, który trwa do godziny 9.30. Gdy budzi się w porze, w której już powinien z uśmiechem redagować teksty do bardzo pilnego projektu – w tej chwili już bardzo spóźnionego! – jedyne, co może powiedzieć, to bardzo niecenzuralne słowo. Powtarza je dwa razy, gdy widzi 7 nieodebranych telefonów z pracy.

Godzina 10.20

Redaktor wpada do agencji… Nawet nie tłumaczy, że siedział w nocy nad tekstem dla klienta, gdyż siedzenie nad tekstem, gdy deadline jest za 3 dni, jest normą, karmą i nie ma sensu próbować tego zmieniać. Pijąc kawę, oddzwania do klienta i uspokaja, że layout już powstaje, po czym zaczyna błagać grafików o zajęcie się tym zleceniem. Niestety, wszyscy graficy są zajęci zleceniami, które wpadły rano, bo wszyscy klienci zorientowali się, że święta w tym roku będą w grudniu, a tuż po nich, kto by pomyślał, koniec roku. Wszyscy projektują więc kartki świąteczne z reniferami i bombkami nawiązującymi – kreatywnie! – do produktów, marek i firm klientów.

Godzina 11.30

Bez zmian. Graficy siedzą w bombkach, redaktor gryzie palce, w międzyczasie usiłuje doprosić się informacji, jakiego plakatu klient oczekuje. Gdy otrzymuje odpowiedź – W duchu wszystkich wartości firmy! – zaczyna dumać jak nawiązać do 12 wartości firmy klienta krótkim, chwytliwym hasłem…

Godzina 13.10

Redaktor ma wymyślone kilka haseł na plakat, z czego zadawalają go dwa… Na szczęście jeden grafik skończył już świąteczne kartki, w dodatku klient zaakceptował w 15 minut trójwymiarowego bałwanka w czterech wersjach. Redaktor dopada grafika jak jastrząb. Zleca zrobienie pilnego projektu (a jest nim broszura dotycząca produkcji w jednej z fabryk klienta), a w drugiej kolejności plakatu dla stałego klienta. Oczywiście w tym samym momencie dzwoni trzeci klient, a redaktor wciąż nie potrafi się rozdwoić.

Godzina 13.20.

Redaktor kończy rozmowę i wraca do grafika. Okazuje się, że żadne ze zdjęć przysłanych przez klienta nie nadaje się do druku, ale redaktor nie wierzy w to, zanim trzy razy nie spyta grafika czy na pewno. Nadzieja umiera ostatnia. W końcu dzwoni do klienta i zostawia mu wiadomość na sekretarce, a grafik łamie stronę na razie na tych zdjęciach, które ma, potem się podmieni na lepszej jakości, jak tylko klient przyśle.

Godzina 14.07

Klient przysłał maila, w którym informuje, że innych zdjęć nie ma, a redaktor robi forward maila do grafika, bo boi się powiedzieć wprost.

Godzina 14.08

Z pokoju grafika dobiega niecenzuralne słowo, a redaktor pospiesznie woła, że ma pomysł na to, jak złamać broszurę bez zdjęć, w tym samym czasie nerwowo zastanawiając się, na ile jest w stanie rozszerzyć tekst na temat turbin, o których nie ma pojęcia, i przypomina sobie o bracie przyjaciółki, który jest wykładowcą na Politechnice. Zaszantażowana emocjonalnie przyjaciółka zgadza się poprosić brata o pomoc, który w dodatku udostępnia grafiki do ilustracji.

Godzina 14.45

Dzwoni klient od plakatu i pyta, kiedy może się spodziewać pliku do akceptu.

Redaktor mówi wesoło, że już, już kończymy, po czym rzuca się do grafika, każąc odłożyć na bok bardzo ważny projekt i robić plakat.

Godzina 15.03

Klient od bardzo ważnego nowego projektu pyta, co tak długo. Na nieśmiałą próbę zwrócenia uwagi, że agencja nie dostała od niego zdjęć, co nieco wydłuża pracę, jest wyraźnie zdumiony brakiem kreatywnego i proaktywnego podejścia do problemu. Na wieść, że agencja zdobyła grafiki z Politechniki, zadowolony kończy rozmowę. Redaktor krzyczy do kolegi idącego do „Żabki” – Kup mi serek waniliowy, banana i krówki!!! I wraca do czytania zaległej poczty.

Godzina 15.30

Klient od plakatu pisze maila z informacją, że wychodzi i nie będzie go do końca dnia, tak więc prosi, by plakat był gotowy na jutro…

Redaktor nieśmiało mówi grafikowi, by przestał robić plakat i wrócił do odłożonego ważnego nowego projektu. Grafik zgrzyta zębami, a redaktor ma wreszcie chwilę, by zacząć redagować teksty, które od rana czekają w mailu. Okazuje się, że oba są w dziwnym formacie, którego nie można otworzyć na Macu, a autor jest poza domem i będzie mógł przysłać pliki z innym rozszerzeniem po 18! Redaktor lata po agencji, pytając, czy ktoś nie ma laptopa pecetowego, na szczęście jedna z redaktorek ma służbowego laptopa klienta (by móc pracować z klientem w sieci) i udaje się otworzyć pliki.

Godzina 15.50

Klient od bardzo ważnego nowego projektu dostaje projekt do akceptu, odzwania, by przekazać uwagi, ale w tej samej chwili przypomina sobie o wideokonferencji z siedzibą swojej firmy w dalekiej centrali, więc rzuca pospiesznie: Pomyślę, co o tym myślę, i dam znać! – i wyłącza komórkę aż do 17, kiedy to mówi, że temat spada, bo centrala zmieniła koncepcję.

Godzina 16.20 

Zaczynają spływć maile od pozostałych klientów, którzy zamówili świąteczne kartki – po przeczytaniu 17 redaktorowi wirują gwiazdeczki, reniferki i mikołaje przed oczami. Po ustaleniu wszystkich poprawek nagle uświadamia sobie, że jest grudzień, zaraz koniec roku – kto by pomyślał! – a agencja nie zaprojektowała swoich kartek. Powiedzenie szewc bez butów chodzi jakoś nie bawi szefowej, więc zwołuje naradę z całym zespołem, by bardzo szybko, bardzo kreatywnie zaproponować oryginalnie brzmiące hasło, które ma przekazywać, że życzymy wesołych świąt tylko innymi słowami.

Godzina 17.10

Wreszcie ma czas spokojnie zająć się redakcją tekstów, które powinny być zredagowane do 14…

c.d.n.