Content marketing? Pojęcie, o którym być może słyszeliście, być może nie. Przebija się w świadomości młodych ludzi, zwłaszcza tych zainteresowanych pracą w reklamie. Jednak jak wielu z nich mogłoby powiedzieć, o co dokładnie w tym chodzi?

Myślę, że nie tak wielu, tym bardziej, jeżeli nie mają jeszcze doświadczenia w tej dziedzinie. A może już coś tam wiedzą, coś słyszeli, ale nie są pewni, czy chcą w to wchodzić. Ja sama byłam w podobnej sytuacji jeszcze kilka tygodni temu. Właściwie być może dalej jestem, ale z tą przewagą, że o content marketingu wiem już trochę więcej. Przynajmniej w teorii.

Jako że niedługo rozpoczynam studia na kierunku Digital Culture, który związany jest z szeroko rozumianymi nowymi mediami i ich wpływem na biznes, postanowiłam przed tym czasem zdobyć trochę doświadczenia i rozwinąć się w dziedzinie, która mnie interesuje. Rozpoczęłam staż w agencji Aude, która specjalizuje się właśnie w content marketingu. Jednak aby przed podjęciem pracy wiedzieć coś na ten temat, skorzystałam z pomocy internetowego kursu Content Marketing University. Jest to seria dwunastu wykładów prowadzonych przez eksperta w dziedzinie – Roberta Rose’a, związanego z Content Marketing Institute, organizacją, która zajmuje się szkoleniem i edukacją w zakresie content marketingu. Jak przekonują autorzy, każdy moduł poświęcony jest innemu aspektowi budowania skutecznej strategii CM.

Wykład połączony z pokazem slajdów omawia krok po kroku, jak zbudować plan działania dla twojego biznesu, jak podzielić zadania w zespole, jak zbudować cały ekosystem pracy, jak pozyskać i co najważniejsze – utrzymać lojalną publiczność, lojalnych klientów. Każe zastanowić się, co jest naszym biznesowym celem, do kogo tak naprawdę chcemy dotrzeć, co chcemy przekazać i za pomocą jakich narzędzi chcemy to zrobić. Co więcej, do prawie każdego z „wymaganych” wykładów dołączone są uzupełniające lekcje, prowadzone przez całe spektrum ekspertów w danej dziedzinie: managerów, dyrektorów kreatywnych i innych profesjonalistów, którzy rozwijają omówione wcześniej kwestie i dzielą się swoim doświadczeniem.

Kurs z założenia kierowany jest do ludzi, którzy mieli już z tym styczność, do ludzi, którzy pracują w branży lub tych, którzy chcieliby wprowadzić skuteczną strategię contentową do swojego biznesu. Czy był zrozumiały i przydatny również dla mnie jako nowicjuszki w temacie? Odpowiem krótko – był. Czasami jednak natrafiałam na trudności związane z terminologią. Leady sprzedażowe, B2C, ROI? Trzeba było przerwać wykład i wspomóc się niezawodną, powszechnie znaną wyszukiwarką, zaczynającą się na duże „G”. Czasem gubiłam się również podczas zbyt zawiłych planów biznesowych, map myślowych, czy tabeli, ale winą za to obarczam brak obycia w temacie. Treści przekazywane są w sposób systematyczny i klarowny, pewne zagadnienia bywają powtarzane po dwa lub trzy razy, przez co mimowolnie je zapamiętujemy. Nie wspominając już o miłym i sympatycznym głosie Roberta, który to wykłady prowadzi i któremu nie można odmówić doskonałego opanowania sztuki retoryki i perswazji. Tego się po prostu dobrze słucha, przynajmniej w moim odczuciu.

Celem kursu jest zapoznanie nas z metodologią, która pozwoli tworzyć wartościowe doświadczenia: nie kampanie reklamowe, nie jednorazowe pomysły marketingowe, ale właśnie doświadczenia. Bo jak wydaje mi się, to właśnie jest clou tego wszystkiego i to przede wszystkim chcieli wpoić nam do głowy autorzy: w content marketingu najważniejsza jest historia, którą chcemy opowiedzieć i przekazać odbiorcom. Od tej historii trzeba wyjść, zacząć, a potem zbudować całe doświadczenie, z którym dotrzemy do ludzi i na bazie tego zbudujemy z nimi długotrwałą relację.

No dobrze, ale na pewno łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Mając tę wiedzę wiem już, jak się poruszać, czego szukać, od czego zacząć, do czego dążyć. Jednak jest to wiedza czysto teoretyczna, sama treść, która nie wiem jak sprawdzi się w praktyce; na problemy natrafiamy najczęściej, gdy dochodzimy do realizacji pięknych pomysłów. Dlatego jedną z bardziej wartościowych rzeczy przekazywanych podczas kursu były przykłady z funkcjonowania innych firm, z tego jak to im się udało wprowadzić w życie tę czy inną koncepcję, co wyszło a co nie, jakie rozwiązania rzeczywiście dały rezultaty, w jaki sposób stworzyli to wyjątkowe doświadczenie. To dawało mi przełożenie na rzeczywistość, pokazywało jak idee mogą zostać praktycznie zastosowane.

Co jeszcze dał mi kurs? Mnóstwo wiedzy teoretycznej – to na pewno. Ale też zmienił moje patrzenie na otaczające mnie zewsząd treści. Czytając tablicę multimedialną w metrze zaczynam zastanawiać się jaki był pomysł, jaką historię chcieli przekazać, co jeszcze mogliby zrobić w tym kierunku. Zamawiając taksówkę przez popularną i znaną wszystkim aplikację, zwracam uwagę na koncepcję, jaka stała przy jej tworzeniu, wiem, że biorę udział w swojego rodzaju doświadczeniu, że to buduje silniejszą relację między mną a marką i że taki właśnie był ich cel. Jednym zdaniem – zwracam uwagę na rzeczy, którymi nigdy wcześniej nie zawracałam sobie głowy, na mechanizmy, które na nas oddziałują i na to, czy faktycznie oddziałują.

Wreszcie – zadaję sobie pytanie: co jeszcze można zrobić? I chyba zaczynam lepiej rozumieć. A o to przecież chodziło.

 

 

Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone