Zaczął się grudzień, w przeciwieństwie do pogody w agencji to gorący miesiąc. Poza regularnymi projektami pojawia się mnóstwo ad hocowych i niestandardowych zleceń – jak w natłoku zadań  wpadać na dobre pomysły? Odejść od schematu. Nawet wtedy, kiedy sięgnięcie po sprawdzone rozwiązanie wydaje się rozsądniejsze – odrobina ryzyka jest niezbędna, by powstawały ciekawe projekty.
SANTABAIKER

Ostatnimi dniami komputery agencyjne wypełniły się mikołajami z hipsterskimi brodami, reniferami fikającymi wesołe koziołki, gwiazdkami z nieba, śnieżynkami, choinkami i pudełkami z prezentami, bo każdy klient potrzebuje świątecznych akcentów – w gazetach, na kartkach z życzeniami, w newsletterach. Na korytarzach słychać nerwowe pokrzykiwania: chcę małego wesołego mikołaja z takimi łapkami w górze i żeby trzymał w nich logo firmy, zrób sanie w kolorach brandu, a w środku niech będą prezenty z kokardami, do których są przyczepione karteczki z nazwami marek klienta… Stajemy na głowie, by coroczne świąteczne projekty co roku były inne, mimo powtarzalnych, rozpoznawalnych symboli świąt i nowego roku. Musimy  dotrzymać kroku naszym klientom. Np. PepsiCo w tym roku przekonuje, że święta będą…niebieskie i uciekając od typowej kolorystyki czerwono-zielonej prowadzi silną kampanię Pepsi w konsekwentnej niebieskiej kolorystyce – w telewizji możecie zobaczyć reklamę, w której w niebieskich saniach siedzą niebieskie elfy i przekonują, że święta najlepiej smakują z Pepsi. Ponoć brały udział w badaniach konsumenckich:) Te same elfy wykorzystaliśmy w komunikacji wewnętrznej do pracowników, zarówno w newsletterze, jak i w przygotowywanej właśnie gazecie dla pracowników. Co roku w grudniu pracujemy nad świątecznymi okładkami i co roku nasze projekty świąteczne są inne.
ilustracja_zyczeniaNie byłoby tak, gdybyśmy nie szukali wciąż nowych inspiracji, nie przyglądali się, jak pracują inni specjaliści w branży. Niedawno trzy osoby z naszej agencji niezależnie od siebie wybrały się na tę samą wystawę do otwartego kilka miesięcy temu na warszawskiej Pradze Centrum Kreatywności (dobra nazwa!). W sumie jest nas w Aude dwadzieścia parę osób, więc 3 osoby to całkiem duży procent 🙂 Przyciągnęła nas organizowana przez Ambasadę Szwecji i Instytut Szwedzki wystawa „Więcej niż reklama, czyli jak to robią Szwedzi” pokazująca trzy dekady szwedzkiej reklamy. Kameralna, ale to co można było zobaczyć, wystarczyło, by utkwić w głowie na długo. Szwedzi mają to szczęście, że tamtejsze agencje reklamowe mają wśród klientów liczną grupę instytucji publicznych i organizacji pozarządowych więc mają możliwość pracowania przy ważnych społecznie projektach, dotyczących np. imigrantów, chorych dzieci, ludzi niepełnosprawnych. I robią to w brawurowym stylu.
img_1857Np. twórcy kampanii sieci sklepów spożywczych ICA obsadzili w roli stażysty Jerry’ego aktora z zespołem Downa. Pokazali go jako rezolutnego pracownika, którego jeden z pracowników traktuje protekcjonalnie – mówi do niego wolno i przesadnie wyraźnie, wszystko powtarzając dwa razy. Gdy pod koniec dnia szef pyta stażystę z zespołem Downa, czy wszystko ok., ten odpowiada, że tak, ale pyta, pokazując na kolegę, który powtarzał mu wszystko dwa razy: Czy ten tam nie jest trochę głupi? Dla mnie to trafione w punkt!

Tym spotem twórcy zrobili dla osób niepełnosprawnych o wiele więcej niż liczni spece od kampanii społecznych. Seria reklam z aktorem z zespołem Downa stała się hitem, a liczba ich wyświetleń tylko na kanale Youtube sięgnęła miliona.

Mocna też jest kampania w metrze z fotografią dziewczyny – gdy wjeżdża pociąg jej włosy zaczynają nagle powiewać na wietrze. Tak działał mechanizm na fotokomórkę zsynchronizowany z wjeżdżającym  na stację pociągiem, co sprawiało wrażenie, że podmuch powietrza na peronie przenika zdjęcie. To był niewątpliwie efekt „wow!”. Po chwili jednak słowa zachwytu zamierają na ustach, bo dziewczynie te włosy spadały i zostawała łysa po chemioterapii głowa…


Na wystawę poszłam w tygodniu, w którym właściwie nie powinnam się odklejać od komputera z powodu spiętrzenia prac. Próbowałam rozwiać wątpliwości, tłumacząc sobie, że bywanie na takich wydarzeniach jest ważne warsztatowo…
Podobne odczucia miała Kasia Petruk, która czas poświęcony na wystawę uważa za dobrze wykorzystany:


„To intrygujące i wciągające projekty. Można też było wyczuć zabawę samą konwencją reklamy jako takiej. Szczególnie podobały mi się kampanie o charakterze społecznym, przygotowane dla instytucji i organizacji pozarządowych – robione z jeszcze większą pewnością i zadziornością niż te typowo komercyjne. Czasem prosty pomysł powodował, że trudno było przejść obojętnie (np. zestawienie obok siebie  dwóch pozornie podobnych, a jednak drastycznie różnych zdjęć w kampanii mówiącej o tym, jak determinuje nasze życie miejsce urodzenia).”

Ostatecznie odetchnęłam, gdy przedwczoraj wpadł mi w oko wpis Natalii Hatalskiej, specjalizującej się w alternatywnych formach komunikacji marketingowej, która przyznała się, że podczas ważnej konferencji branżowej, wymknęła się na wystawę Body – Ciało Antropocen, bo uważa, że „inspiracje najlepiej łapie się w obszarach oddalonych od tego, w którym funkcjonujemy; oddalonych pozornie – bo w tych dalekich obszarach, jeśli przyjrzymy się dokładnie, jesteśmy w stanie znaleźć wiele odwołań do tego, czym zajmujemy się na co dzień. Sama stosuję tę zasadę, kiedy to tylko możliwe.”.

No właśnie, żeby robić oryginalne projekty, również oryginalnie trzeba pozyskiwać wiedzę – czasem nawet idąc na wagary na wystawę.