Czym różni się content marketing od dyni? Wbrew pozorom prawie niczym:)
Odkąd content marketing wdarł się na sceny jako must have strategii marketingowych zadano mnóstwo pytań o to, czym jest, po co, dla kogo i dlaczego marki z różnych sektorów tak chętnie po niego sięgają. Według specjalistki z agencji Jackson Spalding (Atlanta), Ashley Sheppard, content marketing jest jak …dynia.

Co takiego?! Właśnie tak to tłumaczy Sheppard, zwracając uwagę, że w sezonie jesiennym – z kulminacją w okresie poprzedzającym halloween – na półkach sklepów możemy znaleźć nie tylko większe i mniejsze reprezentantki różnorodnych gatunków dyń, ale także piwo o smaku dyni, w Starbucksie limitowaną edycję dyniowej kawy latte, ciastka dyniowe, a w restauracji włoskiej nawet lazanie z dynią. Do tego pestki dyni do chrupania, kosmetyki z wyciągiem z dyni, świece w kształcie dyni, dyniowe kubeczki, no i oczywiście straszne dyniowe gęby do straszenia wieczorami, gdy zapali się w nich świeczkę.

shutterstock_472149685_360

Zobaczcie! Jedna dynia, a tyle możliwości. Jeden motyw w tysiącu odsłonach. W ten sposób poczciwa dynia staje się królową rynku, dociera do większej liczby konsumentów. Nie lubisz jeść dyni, ale może śmieszą cię pękate dyniowe kubeczki? Nie śmieszą? To może t-shirt z zabawną dynią cię skusi. I tak produkt ulegając modyfikacji trafia do coraz szerszego kręgu odbiorców – co ważne, bardzo różnego typu odbiorców. I każdy z nich jest zadowolony, bo dynię „konsumuje” na swój sposób.

Content marketing podobnie pokazuje, promuje i sprzedaje twój produkt / komunikat / wizerunek na wiele sposobów, tak by każdy dostał to, czego chce. Bierzesz dynię i opakowujesz w opowieść, w kontekst, może być dowcipny, może wzruszający, może trochę bezczelny i wybierasz kanał dystrybucji, może wpuszczasz do social mediów, może rozwieszasz plakaty, piszesz książkę – im więcej kanałów, tym lepiej, bo wtedy konsumenci mogą „smakować” twój kontent na różne sposoby: czytać, oglądać, słuchać, komentować. Każdy bierze dynię taką, jaką chce – i ty też możesz brać tyle, ile chcesz, nie musisz przecież łapać całej, choć czasem może się okazać, że cała wyjdzie taniej, niż kupowana w kawałkach. Więc… jaka jest twoja dynia?

dynia_dania-7

PS. W Aude mamy od kilku sezonów dyniową tradycję. Nasza graficzka Joasia, mieszkająca poza miastem, gdy nadchodzi sezon na te sympatyczne warzywa-olbrzymy przynosi do agencji okaz do podziału. Podzieliliśmy ją na różne kawałki, większe dla tych, którzy mają większe rodziny, mniejsze dla singli:) jedni ugotowali zupę (Bożenka i Kasia), inni zrobili placki (Bożenka i Paulina), ktoś dynię podsmażył na oliwie i dodał do sałatki (ja:). Ale to wciąż była dynia.

Share on Facebook3Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone