Podczas gdy ich koleżanki i koledzy z pracy liczą przychody i koszty, one liczą… liczbę znaków ze spacjami. O kim mowa? O Annie Waśniowskiej i Agnieszce Ochód, które w konkursie Pióra Roku 2015 łącznie zdobyły aż cztery nagrody za artykuły do „Baśki” – magazynu dla pracowników Banku ING. Z tej okazji postanowiliśmy podpytać je, jaki jest ich przepis na zwycięskie artykuły.

Spodziewałyście się takiego sukcesu Waszych artykułów w konkursie?
Agnieszka Ochód: Ja miałam nadzieję, ponieważ wywiad z Tomkiem Michniewiczem (nagrodzony Srebrnym Piórem w kat. Publikacja dla pracowników: wydarzenie – przyp. red.) to jest taki wywiad, który mi samej się podoba. Czasem jak coś napiszę to mam niedosyt, czuję, że mogłabym jeszcze coś zmienić w tekście. A w przypadku rozmowy z Tomkiem nie zmieniłabym niczego. Może też trochę dlatego, że jestem przywiązana do tematu wywiadu, jest mi on prywatnie bliski.
Anna Waśniowska: A ja chyba nie, dlatego że w czasie kiedy wysyłałyśmy zgłoszenia do konkursu, był koniec roku – a wtedy u nas w banku zawsze dużo się dzieje – i robiłyśmy to „rzutem na taśmę”. A poza tym może dlatego, że jak patrzę na skład jury, to ono jest tak różnorodne, że ciężko stwierdzić, czego może szukać w tekstach. Tym bardziej, że teksty kierujemy do pracowników banku.

Zastanawiałyście się, co w Waszych tekstach było takiego szczególnego? Czym wyróżniały się od innych prac?
A.W.:  Przez chwilę, jednak trudno powiedzieć, co mogło być tym wyróżnikiem, bo nie znam pozostałych tekstów. Widocznie musiało być coś, co członkom tak zróżnicowanego jury zapadło w pamięć. Bo to chyba o to chodzi, żeby był gdzieś ten charakterystyczny rys, który da się zapamiętać. Zapamiętać na tyle, że jury potrafi wspólnie dojść do wniosku, że ten właśnie tekst będzie na pierwszym, ten na drugim, a ten na trzecim miejscu. Być może nasze artykuły przesuwały jakieś granice i trochę zmieniały obraz gazety wewnętrznej…
A.O.: …która ma przypiętą łatkę takiej nudnej, marketingowej gazetki, mówiącej tylko o produktach i usługach. Może chodziło o pokazanie człowieka w tej całej machinie, że za tym wszystkim stoją ludzie? Mam tu na myśli tekst o pracowniku. A jeżeli chodzi o wywiady z osobami z zewnątrz, to może jury dowiedziało się czegoś ciekawego na ich temat.
A.W.: Właśnie, może teksty w „Baśce” spowodowały, że jury dowiedziało się czegoś więcej niż z innych magazynów.
A.O.: A może chodziło tu też o to, że w tych wywiadach, pytaniach ujawniłyśmy się my, jako osoby, które pytają, a nie jako roboty, które odpytują? Albo członkowie jury odnaleźli siebie samych w tych materiałach… Właściwie jesteśmy ciekawe, dlaczego wybrano akurat nasze teksty. Szkoda, że nie było uzasadnień, bo to ważne dla osób nagradzanych, mogłyby ukierunkować ich działania w przyszłości.

A skąd w Was taka smykałka do pisania? Bo te nagrody nie są tylko rezultatem ciekawych sylwetek waszych rozmówców, ale i waszych umiejętności. To wy nadajecie tekstowi kształt, kreujecie pytania, kierujecie rozmową…
A.O.: Ja jestem po liceum humanistycznym i tak naprawdę zawsze lubiłam pisać. A to, że znalazłam się w banku, no to widocznie tak musiało się zdarzyć. Jestem tylko jednym z nielicznych przykładów osób w naszej firmie, które nie do końca są ścisłymi umysłami.
A.W.: Ja też nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem bankowcem, bo zanim zaczęłam pracę w ING, byłam dziennikarzem telewizyjnym i radiowym. Potem bardziej zainteresowałam się PR-em i tak znalazłam się w banku w dziale PR. Zaczynałam od wywiadu z Leszkiem Możdżerem, z którym znaliśmy się z radia. To było moje pierwsze zadanie bankowe, więc ta zmiana miejsca pracy przyszła bezboleśnie i robię to, co robiłam i co bardzo lubię.

 

orange 136Anna Waśniowska: Spektrum zainteresowań pracowników w naszym banku jest tak duże, że dla nas, jako redakcji, to  prawdziwa kopalnia tematów. (…) ciągle pracujemy nad gazetą, staramy się zbliżać ją do pracowników. Szukamy takiego modelu, który byłby najciekawszy, a jednocześnie spełniał zadania prasy wewnętrznej, czyli informował również o organizacji.

 

Praca w banku wielu osobom kojarzy się z mocno analityczną i odtwórczą. Wy łamiecie te stereotypy. Wychodzicie z szufladki i pokazujecie, że w banku też można być twórczą duszą, osiągać sukcesy na innym polu, niż tym rachunkowo-finansowym.
A.W.: Myślę, że nie ma na to reguły i to się bardzo zmienia. Im więcej pracowników poznaję, tym większe mam poczucie, że mamy w banku wielu ciekawych ludzi i że będąc w redakcji, powinnyśmy ich pokazywać. Nagrodzony tekst Agi o pasji jednego z naszych pracowników jest dowodem tego, że ludzie mają hobby, realizują się. Są u nas w banku  muzycy, kulturoznawcy, poloniści, socjolodzy, filolodzy różnej maści. To nie jest tak, że mamy tylko analityków, informatyków i matematyków.
A.O.: Ja poznałam też u nas dziewczynę, która na co dzień zajmuje się stricte bankowymi tematami, a popołudniami i w weekendy pisze kryminały, które śmiało można kupić w  księgarni.
A.W.: Spektrum zainteresowań pracowników w naszym banku jest tak duże, że dla nas, jako redakcji, to  prawdziwa kopalnia tematów. Właściwie myślę, że mimo iż „Baśka” liczy sobie blisko 22 lata jesteśmy na początku drogi, bo ciągle pracujemy nad gazetą, staramy się zbliżać ją do pracowników. Szukamy takiego modelu, który byłby najciekawszy, a jednocześnie spełniał zadania prasy wewnętrznej, czyli informował również o organizacji.

A jak dobieracie tematy i rozmówców?
A.O.: Pytamy pracowników, czy mają ciekawe pasje i czy chcieliby opowiedzieć o sobie. Poza tym ludzie wiedzą, że szukamy osób i tematów do „Baśki” i sami czasem podrzucają nam propozycje. Z kolei w przypadku Tomka Michniewicza i Pawła Motyla to zainspirował nas nasz dział HR, który zaprosił ich na wykłady inspiracyjne dla pracowników. Skorzystałyśmy z okazji, że te osoby są u nas i poprosiłyśmy o możliwość przeprowadzenia z nimi wywiadu. W takich sytuacjach dużą rolę odgrywa współpraca różnych działów banku.
A.W.: Jeśli wiemy o jakimś wydarzeniu, to kontaktujemy się z organizatorami, aby umożliwili nam porozmawianie z taką osobą. Ja miałam tak w przypadku wywiadu z Jankiem Komasą (Złote Pióro w kat. Publikacja dla pracowników: wydarzenie – przyp. red.) – wiedziałam, że jesteśmy sponsorem filmu „Miasto 44” i poprosiłam o możliwość rozmowy z reżyserem. W przypadku wywiadów z gośćmi spotkań HR-owych, są one nie tylko sposobem na wzbogacenie i urozmaicenie gazety, ale również na wyjście do pracowników, którzy nie mogą uczestniczyć w tych spotkaniach. Takie wydarzenia nie są w żaden inny sposób utrwalane, więc tekst, który ukaże się w „Baśce” jest jedyną możliwością, aby pracownicy z różnych części Polski zapoznali się z tematem.
A.O.: I w takich sytuacjach robimy czasem burzę mózgów w zespole i rzucamy hasła „Mam wywiad z taką i taką osobą. Co chcielibyście się od niej dowiedzieć? O co zapytać?”. I wtedy mamy spojrzenie na temat z różnych perspektyw. Warto zainicjować czasem takie dyskusje, bo pojawiają się ciekawe wątki, na które ja mogłabym nie wpaść.

Oprócz Was, do magazynu piszą też inni pracownicy na tematy bezpośrednio związane z działalnością biznesową Waszego banku. Pytają Was wtedy o porady?
A.W.: Coraz częściej mamy takie przypadki, że osoby dzwonią czy piszą do nas po poradę. Ludzie czują, że warto, aby na tekst spojrzał ktoś poza nimi. A my jesteśmy po to, żeby pomagać.
A.O.: Czasami prosząc o napisanie artykułu w jakimś temacie, wysyłamy pytania pomocnicze, sugerujemy, jakie kwestie warto poruszyć, aby na starcie ukierunkować już taką osobę. Chcemy jej pomóc, bo ona zazwyczaj patrzy na dany temat ze swojego punktu widzenia i może być świetnym specjalistą, ale pisać bardzo rzeczowo, językiem, który nie dla każdego będzie zrozumiały. Czasem proponujemy jakąś formę artykułu, która może pomóc opowiedzieć o czymś prościej, np. odpowiedzi na konkretne pytania, czy metodę typu prawda-fałsz.
A.W.: Finanse i bankowość to jest taka dziedzina, w której łatwo wpaść w pułapkę hermetyczności. Coś, co podobnie brzmi, przykładowo w bankowości detalicznej, będzie zupełnie inaczej odebrane w bankowości korporacyjnej i vice versa. Miałam kiedyś rozmowę z autorką tekstu, która wiedziała, że główne cele „Baśki” to informowanie i edukowanie. Napisała bardzo dobry tekst, zrozumiały dla jej jednostki, ale dla innych już niekoniecznie. Kiedy zadawałam jej pytania dodatkowe, próbując zejść trochę na poziom pracownika z zupełnie innego departamentu, to ona stwierdziła „No ale jak to przeczytają koledzy z mojego działu, to pomyślą, że ja się na tym nie znam”. I tu pojawia się zderzenie różnych perspektyw. Musimy znaleźć ten wspólny mianownik, żeby tekst był nadal profesjonalny, rzeczowy, merytoryczny, a jednocześnie napisany językiem, który po pierwsze – nie będzie pozostawiał niedomówień, po drugie – będzie ciekawy i wzbogacający dla czytelników z zupełnie innych obszarów, które rządzą się zupełnie innymi prawami.

 

KC2A9985_2Agnieszka Ochód: Robimy czasem burzę mózgów w zespole i rzucamy hasła „Mam wywiad z taką i taką osobą. Co chcielibyście się od niej dowiedzieć? O co zapytać?”. (…) Warto zainicjować czasem takie dyskusje, bo pojawiają się ciekawe wątki, na które ja mogłabym nie wpaść.

 

 

Jak nie wpadać w pułapkę takiego hermetycznego, fachowego języka? Co robicie, aby zachować w gazecie prostą, zrozumiałą dla każdego pracownika formę komunikatów?
A.W.: Ja często nazywam siebie takim pierwszym testerem. Mówię otwarcie, czego nie rozumiem w tekście. To bardzo często wzbudza refleksję autora. Pracuję w banku, ale zajmuję się czymś zupełnie innym. Staram się pielęgnować w sobie to dziennikarskie oko i ucho, bo dzięki temu, mam nadzieję, zachowuję obiektywizm, jestem czujna na wszystkie informacje nowe, interesujące, które mogą być przydatne do wykorzystania w gazecie. Wydaje mi się, że taka specjalizacja bankowa ograniczyłaby mnie w jakiś sposób.
A.O.: Ja, podobnie jak Ania, często mówię do autora tekstu „Ale ja tego nie rozumiem, czy możesz mi to wyjaśnić?”. I wtedy w rozmowie ta osoba nie skupia się na tym, żeby to napisać, tylko mi to tłumaczy. Jak mi to tłumaczy, to wydaje się to tak proste, że szybko to zapisujemy, bo okazuje się, że łatwiej jest jej to powiedzieć, niż napisać. Ja z Anią jesteśmy takim pierwszym sitem. Znamy tę organizację, pracujemy w niej, czujemy ją, ale patrzymy z innej perspektywy. Dlatego redagujemy teksty i mamy argument, że jak coś zmieniamy to dlatego, że patrzymy szerzej. A po nas czyta to jeszcze trzecia osoba, która jest totalnie niezwiązana z bankowością, i ona to jeszcze przepuszcza przez swoje sito. Mamy więc taki dwustopniowy sposób eliminacji skomplikowanych słów i sformułowań. My mimo wszystko pracujemy w banku i do pewnych rzeczy jesteśmy przyzwyczajone, więc to trzecie oko patrzy już naprawdę obiektywnie.

A to trzecie oko to…?
A.O.: …to jest Iwonka (redaktor Aude – przyp. red.), która potrafi czasem czegoś nie przepuścić. Ja to bardzo w niej lubię, że jak my czasem coś pominiemy, przymrużymy na coś oko, to ona wtedy tego nie przepuszcza i nie ma zmiłuj. (śmiech)

A co jeśli autor jest oporny na poprawki w jego tekście?
A.O.: Staram się współpracować z ludźmi, przyjmując zasadę, że oni mają wiedzę merytoryczną, a ja wiem, jak to napisać. Jeśli merytorycznie artykuł jest ok, ale autor mówi „No ale to nie jest tak, jak ja napisałem”, to mówię, że to jest dobry tekst, widać, że włożono w niego dużo pracy, ale może być problem w odbiorze, a szkoda zmarnować taki materiał. Powołuję się też na swoje umiejętności, wiedzę i doświadczenie. Ważne jest, aby ta osoba mi zaufała, że potrafię ten tekst lepiej sprzedać. Mówię wtedy „Ufam Ci od strony merytorycznej, spróbuj mi zaufać od strony redaktorskiej, a razem możemy stworzyć jeszcze lepszy materiał”.
Osoby, które biorą pod uwagę nasze wskazówki i piszą do „Baśki” kolejne teksty, z artykułu na artykuł są w tym coraz lepsze. To prawdziwa przyjemność obserwować, jak rozwijają się i doskonalą swoje pióro.

Share on Facebook4Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone