Ze zdjęciami z zakładów pracy sprawa wydaje się prosta, bo co pokazywać w gazecie pracowniczej, jeśli nie pracowników i ich otoczenie? Jeśli jednak zapytasz, jaki jest głębszy sens takich fotoreportaży, jak wyglądają i co się z tym wiąże – odpowiadamy.

O zasadności profesjonalnych sesji z pracownikami już mówiliśmy. Warto powtórzyć słowa jednego z dyrektorów komunikacji wewnętrznej: „Sesje fotograficzne w magazynach wewnętrznych stanowią nieoceniony wkład w budowanie kultury organizacyjnej, wspieranie zaangażowania emocjonalnego pracowników i podnoszenie wiarygodności zamieszczonych artykułów. Gazeta wewnętrzna to powinni być prawdziwi ludzie, prawdziwe historie i prawdziwe wartości”.

Wartość takich zdjęć w magazynie polega zresztą nie tylko na autentyczności, oddaniu charakteru firmy i pracowników, czy wreszcie, co wydaje się najbardziej banalne – przyciąganiu uwagi czytelnika. Dzięki nim klient otrzymuje materiały wysokiej jakości, które będą przygotowane na potrzeby realizacji jego strategii. Własne zdjęcia można w dowolny sposób modyfikować i wykorzystywać w różnych kanałach komunikacji.

A jak to wygląda z naszej strony? Przygotowując zdjęcia do publikacji, opracujemy z klientem koncepcję sesji, umawiamy fotografa, wspieramy w kwestiach organizacyjnych, na bieżąco reagując na pojawiające się wątpliwości i potrzeby. Na ostatnim etapie zajmujemy się obrabianiem i retuszem zdjęć oraz wyborem tych najlepszych, które trafią na rozkładówki magazynu.

Ale nie chodzi tu o stylizowane sesje w studio z charakteryzatorką. Tym razem zajmiemy się tym, jak wygląda kwestia zdjęć, kiedy musimy opowiedzieć, co dzieje się wewnątrz zakładu firmy…

Co by tu sfotografować?
Ta oczywiście zależy od potrzeb i celów komunikacyjnych klienta. Na przykład w magazynie wewnętrznym „Henkel Life” zdjęcia poświęcone były tematowi zrównoważonego rozwoju i temu, że stu tysięczny proszek wyszedł z fabryki.

okladka henkel W magazynie Opel Post przedstawiamy w fotoreportażach proces optymalizacji produkcji i zmiany na maszynach modelowych. Z kolei w „Oponowościach” cyklicznie realizujemy sesję z bohaterem numeru, którego sylwetka trafia na okładkę i łamy magazynu jako temat wydania. Wybieramy pracownika, którego stanowisko, a także osobowość i pasja najlepiej współgrają z promowaną postawą w pracy. Pracownik, który ma na przykład sportowe hobby, specjalnie przynosi swój strój na sesję i fotografowany jest „w akcji”. I tak na przykład postawę pracy zespołowej prezentował siatkarz, a biegacz w maratonach był przykładem tego, jak krok po kroku dąży się do celu .

oponowosci

W „Oponowościach” regularnie ukazują się zdjęcia z fabryki Goodyear’a. A taka jedna wizyta w zakładzie może przynieść więcej tematów niż było zaplanowane… – Czasami jadę po trzy tematy, a przywożę pięć – opowiada Magda Kozińska, redaktor prowadzący „Oponowości”. – Dziennikarz idzie po hali z fotografem i albo sam zauważa ciekawe wydarzenie albo zwraca mu na nie uwagę jeden z pracowników: a to spotkamy grupę emerytów, a to pracownicy pokażą specjalną tablicę ma temat awarii na maszynach na danym odcinku produkcji, którą sami opracowali. Od razu powstaje mini reportaż. Czasem więc dochodzi do tego, że w magazynie ukazują się inne artykuły niż zaplanowane – na szczęście praca nad miesięcznikiem pozwala na takie zmiany.

Puk puk, ja po zdjęcia
Kiedy znamy temat reportażu, umawiamy odpowiedniego fotografa i dogrywamy terminy – te dyktuje w dużej mierze harmonogram magazynu. Trzeba być przygotowanym na to, że do fabryki wkraczamy nie raz na cały dzień. A i samo wejście nie zawsze jest takie proste… Zanim zaczniemy zwiedzać zakład – i to nie sami, tylko z umówionym pracownikiem firmy – musimy spełnić wymogi proceduralne. Przed wizytą w wielu fabrykach przechodzimy kilkudziesięciu minutowe szkolenie z BHP, podpisujemy stosowane dokumenty, i – jak na przykład w fabryce samochodów Opla – wkładamy buty ochronne, albo – jak w fabryce leków podczas sesji do „Farmacji i Ja” – czepki i fartuchy.

Na miejscu sprawa także nie jest taka prosta. Z jednym pracownikiem możemy umówić się na zdjęcia, ale już tysiąc pracowników fabryki uprzedzić trudniej. Zdjęcia robimy niezapowiedziani, podczas normalnego czasu pracy i – co najważniejsze – tak, aby nie zakłócać procesu produkcji, który cały czas toczy się w tle. – Tam, gdzie to możliwe rozstawiamy lampy, oświetlenia, ale czasem się nie da, z uwagi na szerszy plan, warunki czy przepisowe obostrzenia, i wchodzimy do trudniej dostępnych zakątków na zdjęcia reporterskie, robione z ręki: my chodzimy z aparatem, a w tle ciągle trwa produkcja – opowiada Krzysztof Rajczyk, jeden z naszych fotografów realizujących sesje – Na szczęście pracownicy są zawsze mili i chętnie angażują się we współpracę. Nieraz dobre efekty zdjęć są w dużej mierze ich zasługą.