Pewnego lutowego dnia wpadł do naszych służbowych skrzynek spontanicznie wysłany mail… „Weźmiemy udział w sztafecie maratońskiej?” zapytał w nim nasz DTP-owiec Tomek.
– Jasne, zaczynam biegać! – brzmiała pierwsza entuzjastyczna odpowiedź. Dwójka chętnych z wymaganych sześciu wystarczyła, abyśmy zapisali się do udziału w XI biegu Ekiden. I tak oto Tomek stał się kapitanem naszej drużyny. Po paru dniach dokompletowaliśmy spośród pracowników, współpracowników i kręgu przyjaciół brakującą czwórkę zawodników.

W biegu sztafetowym Ekiden startują sześcioosobowe drużyny, każda osoba biegnie wybrany odcinek: jedna 7.125 km, dwie po 10 km, a trzy – po 5 km. Łącznie dystans równy jest długości maratonu. Zawodnik biegnie z pałeczką, którą na końcu swojej trasy przekazuje od razu gotowemu do startu kolejnemu biegaczowi. Oprócz kapitana drużyny Tomka sportowe wcielenie Aude reprezentowali: Daniel, najbardziej doświadczony i najszybszy biegacz, uczestnik 5 maratonów i 10 półmaratonów (zanim wystartował w naszej drużynie w ramach rozgrzewki przebiegł kilka kilometrów w innej), średnio zaawansowani Agnieszka, Magda i Michał, oraz Ula – jak sama o sobie mówi „najsłabsze ogniwo”, choć bardziej sprawiedliwe byłoby określenie „początkująca”:)
– Zaczęłam bieganie kiedy zdecydowaliśmy się, że startujemy. Przed pierwszymi treningami dużo rozmawiałam z doświadczonym w tym sporcie Danielem, który radził: wyznacz sobie trasę, żebyś wiedziała co to jest te 5 kilometrów i jak twój organizm będzie w tym czasie reagował. Trzy razy w tygodniu bladym świtem wyruszałam w trasę: trochę biegałam, trochę maszerowałam. Później zaczęłam częściej przebiegać tą odległość, choć wolałabym marsze! Nie boję się udziału w zawodach – pomyślałam, że zawsze mogę przerwać bieg i pokonać trasę marszem, czyli tak jak lubię;) – opowiedziała nam o swoich przygotowaniach na godzinę przed startem Ula.

II tura biegu Ekiden przypadła na deszczową niedzielę 10 maja. Sceneria Parku Szczęśliwickiego co prawda piękna, ale warunki do spacerów nie najlepsze.  Za to do biegania… wręcz przeciwnie! – Wolałbym, żeby jeszcze bardziej padało. W słońcu biega się gorzej – fachowo skomentował sytuację kapitan drużyny.

Była to nasza pierwsza sztafeta, więc na miejscu nie zabrakło chwil dezorientacji, zarówno ze strony kapitana („Denerwuję się, mam 12 minut do startu i nie wiem, gdzie on jest”), jak i zawodników („Którędy właściwie biegniemy?”). To jednak żadne nerwy w porównaniu z tymi, które przeżywali zawodnicy wymachujący w górze pałeczką, szukając po tym samym numerze i kolorze reszty drużyny, bo nie mieli okazji poznać się przed zawodami;)

Pierwszy medal i informacje z rozpoznania trasy przyniósł po swoim 7-kilometrowym biegu Tomek:  – Co najmniej trzy wzniesienia/podbiegi, które się „czuje”, dłuższy zbieg tylko jeden, a zaraz za nim górka, więc tak naprawdę niewiele pomaga. Jestem jednak zadowolony ze swoich 6 minut na kilometr! Niech następni zawodnicy dobrze ustawiają się na trasie – w tym tłumie biegnący nie widzi dobrze zmiennika!

Kiedy opisywał swoje wrażenia, z pałeczką na 10-kilometrowej trasie biegła już Agnieszka, potem ten sam odcinek w 40 minut pokonał Daniel, a ostatnie 5-kilometrowe pętle przebiegli kolejno Magda, Ula i Michał.
Zajęliśmy 173. miejsce wśród drużyn II tury,  z łącznym czasem 3h 40 min. Mimo że taka pozycja to jak na pierwszy raz powód do dumy,  to czujemy, że za rok zechcemy poprawić ten wynik;)

Następnego dnia po biegu znów wpadł do naszych skrzynek pewien spontaniczny mail – od jednego z członków drużyny: „Dziękuję za bardzo pozytywną i energetyzującą zabawę – szkoda, że dzisiaj nie możemy tego powtórzyć;-)”

Wyczyny sportowe lepiej się ogląda niż opisuje, więc zapraszamy do galerii!

PS. Dzięki Tomek! Oby więcej takich maili!;)